Dziś jest 2018.08.21 wtorek
 
 aktualności
 misja Bijsk
 perelki
 fotografie
 historia
 przewodnik
 wyprawy
 strefa audio
 strefa VIDEO
 kontakt
 wsparcie
 ogloszenia
 linki
 
 

 

 

o.Andrzej Obuchowski
659301 Region Altai,
Biysk-1 Box-5, Russia

catholic@misja-bijsk.org
webadmin@misja-bijsk.org

 

Ałtaj, w karinie szamanów...
Poniższy tekst jest zamieszczony na stronach www.misja-bijsk.org dzięki urzejmości
Łukasza Gubańskiego, oryginał znajduje się na stronie:
http://www.wanderer.com.pl/altaj.html

 

Spis treści

Termin

12.07.2006 - 06.08.2006

Miejsce

Jezioro Teleckie, Czemał, pasmo Katuńskie

Uczestnicy

Przemek Karda, Łukasz Gubański,
Torben Klagge, Sacha, Siergiej, Anton

Wyprawa...

"Od Szczecina nad Bałtykiem do Triestu nad Adriatykiem rozcięła kontynent żelazna kurtyna"

W.Churchill

Żelazna kurtyna już dawno upadła a ZSRR rozpadło się jak papierowy domek z kart pozostawiając po sobie tylko żelazny mit. Na gruzach dawnego komunistycznego imperium zrodziła się Rosja otwierająca przed światem swoje bogactwa. Ogromny kraj pełen tajemniczych, dzikich miejsc szybko stał się obiektem niezrozumiałych, często negatywnych wyobrażeń turystów. Można by rzec iż wyjazdy rekreacyjne do Rosji nie istniały i nie istnieją do dzisiaj. Niewielka liczba ludzi podróżująca na wschód przeważnie kieruje swoje kroki do Moskwy lub San-Petersburga nie podążając dalej ku dalekiemu orientalnemu wschodowi. Dopiero wyprawa poza Europejską część Rosji ukazuje mnogość kontrastów jakimi przepełnione jest to państwo. Podróżując po dawnych krajach Związku Radzieckiego zobaczyliśmy jak naprawdę wygląda dzisiaj Rosja oraz jej dawne kraje satelickie i postanowiliśmy obalić wiele pokutujących wśród polskiej mentalności mitów.

Przeglądając oferty biur podróży nie natknąłem się jeszcze na oferty związane z daleką Azją. Powód wydawał się błahy i nad wyraz oczywisty. Na wschód po prostu nikt nie chce jeździć. Turyści obawiają się nieprzyjemności związanych z podróżą poprzez byłe państwa ZSRR, co więcej obawiają się samej wszech ogromnej Rosji. Mity jakie pokutują w środowisku Polaków są często absurdalne, niekiedy bywają niedorzeczne a czasami po prostu śmieszne. Przygotowując się do wyprawy Azja 2006 sami natrafiliśmy na różne opinie ludzi wszystkie wyglądały podobnie albo miały ten sam wydźwięk : nie jedźcie tam, zabiją was.

Otóż okazało się że nikt na Nas szczególnie nie polował a sami Rosjanie okazali się bardzo mili, czasami nad wyraz uprzejmi co zaszokowało Nas podczas podróży. Jak się miało okazać dalej, był to dopiero początek odkrywania tego jaka naprawdę jest Rosja.

Wyprawa...

...rozpoczęła się w Warszawie skąd odjeżdżają pociągi do Terespola. Jechaliśmy dwoma pociągami: Brześć-Moskwa, oraz Moskwa-Bijsk. W obydwu pociągach jechaliśmy wagonami plackartnymi. Koszt przejazdu z Brześcia do Bijska to około 150 dolarów na osobę. Obawialiśmy się tego jak będzie wyglądała podróż straszną Rosyjska koleją. Pierwsze wrażenie było nieprzyjemne jako że jechaliśmy pociągiem Białoruskim. Jednakże jak się potem okazało, jakość usług oferowanych przez kolej transsyberyjska przewyższa znacznie standardy panujące w Polsce a nawet w Europie Zachodniej. Rozpadające się tory, brudne wagony, budzące wątpliwości co do stanu higieny toalety, pijani prowadnicy pociągu to już mit. Dzisiejsza Rosyjska kolej to duma obywateli tego kraju. Wagony z klimatyzacją z umieszczonymi tablicami informującymi o tym czy w danej chwili ubikacja jest zajęta czy wolna już nie robią wrażenia. Pociągi dalekobieżne należą do klasy która śmiało może konkurować z najlepszymi liniami z Europy. Co więcej w każdym wagonie znajduje się przynajmniej para prowadników którzy dbają o czystość. Są ubrani bardzo schludnie a przede wszystkim wywiązują się ze swojej pracy bardzo dobrze. Podróż jest bezpieczna i wygodna. Dla osób którzy potrzebują zażyć kąpieli oferowany jest prysznic za niewielką opłatą. Nie na miejscu jest byłoby stwierdzić iż podróż najgorszą klasa należy do wielkich wyczynów. Jeśli ktokolwiek skusi się kiedykolwiek na wyprawę poprzez ogromną Syberię niech śmiało wybierze usługi kolei transsyberyjskiej, na pewno nie będzie zawiedzony.

Sama podróż koleją długodystansową w głąb Rosji to czysta przyjemność. Zwłaszcza jeśli jedziemy pociągiem tzw. firmowym. Takim właśnie jechaliśmy z Moskwy do Bijska. W niektórych wagonach plackartnych była nawet klimatyzacja, oraz elektroniczne tablice informujące nas o temperaturze w pociągu, czasie i zajętości toalety. W wagonach biegają i bawią się dzieci, co świadczy o wysokim poziomie bezpieczeństwa.

Warto powiedzieć, że koleje długodystansowe w całej Rosji poruszają się jedynie według czasu Moskiewskiego i na wszystkich dworcach zegary wskazują właśnie czas moskiewski. Pociąg co kilka godzin zatrzymuje się na stacjach. Są tam sklepy, przychodzą także kobiety sprzedające domowe wyroby. Pożywienie można kupić bez problemów. Oczywiście po nieco wyższych cenach. Na przykład litrowy sok kosztował około 50 rubli (około 1.5 dolara). Drogo?

Tak oto jadąc na wygodnych nieco za krótkich łóżkach w wagonie o najniższym standardzie po pięciu dniach dotarliśmy do Bijska. Było ono niegdyś miastem wojskowym, które w czasach ZSRR było zamknięte dla cywilów i tylko za specjalnym pozwoleniem można było opuścić jego granice. Osada ta w powstała w 1709 roku, następnie zamieniona na gród miała strzec ludność przed najazdami Mongołów oraz Chińczyków. W czasie drugiej wojny światowej na teren Ałtajskiego Kraju zostało zesłanych kilkadziesiąt tysięcy Polaków, Litwinów, Białorusinów, a w szczególności powolzanskich i odeskich Niemców. W 1941 r. był tu zesłany Wojciech Jaruzelski wraz z rodzina. W Bijsku kończą się tory kolejowe, dlatego turyści którzy chcą dostać się w góry Ałtaju musza przebyć jeszcze prawie 500 km, zanim będą mogli w pełni nacieszyć się ich widokiem. Samo miasto jest typową prowincjonalna mieściną. Po upadku zakładów zbrojeniowych, tamtejsi mieszkańcy stracili pracę wskutek czego wzrosło bezrobocie.

Bijsk nie jest miastem atrakcyjnym z punktu widzenia turystycznego. Liczy sobie ponad 200 tysięcy mieszkańców (jest to średniej wielkości miasto jak na warunki rosyjskie). Można tutaj znaleźć kilka ciekawszych budynków z okresu carskiego, kiedy to miasto było lokalnym ośrodkiem handlowym, ze względu na swoje położenie przy rzece Biji jednej z dwóch rzek tworzących Ob. Jest tu także muzeum przyrodnicze, pomnik Lenina. Kursują także tramwaje. Poza tym miasto to nieciekawe blokowisko, które nie posiada nawet jakiegoś konkretnego punktu, który można by nazwać centralnym. Jest tu jeszcze kilka kawiarenek internetowych (na pocztach), dzięki którym mieliśmy łączność ze światem.

Rosja...

...za rządów Putina znacznie się wzbogaciła, co ma swoje znaczenie w przełożeniu na ceny. Papierosy i alkohol są bardzo tanie co przyczynia się do wzrostu pijaństwa szczególnie wśród ludzi którzy nie posiadają pracy. Niektórzy mówią iż jest to specjalna polityka Moskwy, aby łagodzić nastroje niezadowolonego społeczeństwa. Jednakże dla Nas turystów z Polski Rosja nie okazała się taka tania jak przewidywaliśmy . Ceny artykułów spożywczych są takie same jak w Polsce, transport jest znacznie droższy szczególnie jeśli miejscowi zobaczą w Nas Europejczyka. Jako że odległości są znaczne koszt przejazdu z Bijska do Tiunguru ostatniego miejsca gdzie zamieszkują ludzie, wynosi w przeliczeniu na polska walutę 104 złote. Nim uwierzy się w bajki o taniej, biednej Rosji warto przeczytać felieton o mitach dotyczących Rosji i Rosjan:

Mity

Miasta Rosji można podzielić na trzy typy:

a. Moskwa i Petersburg, drogie i bogate miasta o Europejskim standardzie życia.

b. Stolice większych i ważniejszych regionów - (np. Kazań, Jekaterinburg, Novosibirsk) miasta biedne, ale rozwijające się, w których istnieje perspektywa przeżycia i utrzymania się.

c. Mniejsze, prowincjonalne miasta, nie ma w nich pracy, ludzie wyjeżdżają do Moskwy. Przestarzała infrastruktura. Do miast trzeciego typu zaliczał się właśnie Bijsk, siedziba parafii katolickiej obejmującej swoim zasięgiem część Kraju Ałtajskiego, oraz całą Republikę Ałtaj (obszar wielkości 1/3 Polski). Proboszczem tej parafii jest ksiądz Andrzej Obuchowski. Człowiek nieprzeciętny, sympatyczny, dowcipny... jednym słowem wart poznania. Właśnie w parafii księdza Andrzeja znaleźliśmy swój dom na najbliższe trzy tygodnie, które mieliśmy spędzić w Rosji. Ksiądz wybudował nawet domek letniskowy, dla turystów z Europy podążających w góry Ałtaju. Poniżej zamieszczamy odnośnik do strony księdza Andrzeja.

Misja w Bisjku

Rejestracja...

Z rejestracją zawsze będą jakieś problemy. Głupi przepis z rosyjskiego prawa znacznie utrudnia turystom życie. Najłatwiej jest po prostu, jeśli posiadamy wizę turystyczną, przespać się choćby jedną noc w Turbazie i poprosić o pieczątkę na karcie imigracyjnej (dostajemy ją przy wjeździe do Rosji). Można także próbować rejestracji w OWiWRze w Gorno-Ałtajsku. Nam się to udało, ale były spore problemy. Pani, oprócz wiz, zażądała vouchera, którego nie wydano nam w biurze, w którym załatwialiśmy wizy (RUSOPOL) mówiąc, że nie będzie nam potrzebny. Na szczęście udało się przekonać urzędniczkę z OWiWRu, że vouchery zostaną przefaksowane następnego dnia. Rejestracja kosztowała nas dobrych parę godzin nerwów i bombonierkę dla pani urzędniczki.

Grono-Ałtajsk...

Stolica Republiki Ałtaj to kilkudziesięciotysięczne miasto tuż przy granicy z Ałtajskim Krajem. Nic ciekawego, blokowiska. No... może poza bazarkiem, gdzie można zjeść całkiem smaczne czeburjaki, kazachskie pierożki z mięsem. W mieście bezpiecznie. Rozbiliśmy się nad rzeką w krzakach w centrum miasta. Nikt nas nie zaczepiał.

Jezioro Teleckie...

Pojechaliśmy tam z ks. Andrzejem. Nie spodobało się nam. Wioska do której prowadzi droga zamienia się powoli w kurort. Ludzie biegają i proponują kwatery (ok. 20zł za noc). Można tu łowić ryby, przespacerować się przez wieś, albo wypić piwo. Problem jest nawet z rozbiciem namiotu za darmo. Dotarł tutaj kapitalizm i właściciele działek przy jeziorze pobierają opłaty od każdego namiotu (ok. 15zł za dobę). Można też wsiąść na statek (50zł) i popłynąć w górę jeziora, podobno to jest jedyna rzecz, którą warto zrobić. Jezioro z każdym kilometrem w górę od wioski staje się ciekawsze. Statek ma dwa przystanki przy jakichś pięknych wodospadach, a potem już na samym południowym krańcu jeziora, gdzie można pójść w kilkudniowy trekking. To musi być ciekawe, jednak my nie mieliśmy pieniędzy ani czasu.

Czemał...

W środkowym biegu rzeki Katuń, mamy do czynienia z przepięknym, bardzo długim przełomem (około 100km długości). Skala tego zjawiska geograficznego jest niewyobrażalna dla przeciętnego Europejczyka. Rzeka prowadząca tyle wody co Wisła w okolicy Puław przedziera się wśród dwu, a nawet trzytysięcznych szczytów wykorzystując szczelinę tektoniczną. Z tego co mówili nam Rosjanie ma ona miejscami 70 metrów głębokości. Nie byliśmy w stanie sobie tego wyobrazić zanim tam nie pojechaliśmy. Po prostu potęga żywiołu! Spływając coraz niżej wielka woda pokonuje setki progów skalnych. W tych właśnie miejscach można uprawiać rafting. W okolicy miasteczka Czemał, położonego u północnego wylotu przełomu, jest kilka firm specjalizujących się w organizacji ekstremalnych spływów na pontonach. Naprawdę warto! Niesamowite przeżycie. Czterogodzinny spływ kosztuje 60-70złotych. Miejscami wygląda naprawdę groźnie. Latem można spokojnie przyjechać i dołączyć się do jakiejś grupy. Nie trzeba umawiać się wcześniej.

Góry...

Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy z miejscowości Multa. Podążając doliną w kierunku Multinskich jezior powoli wchodziliśmy na coraz wyższe partie gór. Szalki na początku były bardzo dobre, nie sprawiały żadnych problemów jednakże z czasem gdy posuwaliśmy się coraz dalej od cywilizacji przybywało trudności. Po dwóch dniach marszu z plecakami, droga stawał się coraz bardziej niegościnna. Jak wiadomo góry Ałtaj są bardzo dzikie i nie istnieją tam turystyczne szalki, toteż turysta musi liczyć się z tym iż przeprawa ku lodowcom nie będzie należała do rzeczy łatwych. Naszym celem była przełęcz położona na 3200 metrów w skali trudności na mapie była oznaczona jako 2B co na początku wydawało niczym szczególnym. Dopiero gdy po trzech dniach zobaczyliśmy z czym musimy się zmierzyć stwierdziliśmy iż to nie będzie takie łatwe o ile w ogóle podejmiemy się przeprawy.

Odnosimy wrażenie, iż dolina Kuczerlińska oraz Multińska to lepsze miejsca na trekking, niż najpopularniejsza w Ałtaju dolina Akkemska. Są mniej zatłoczone, a woda w nich nadaje się do picia (w przeciwieństwie do białej, ze względu na zawartość minerałów, wody, którą prowadzi rzeka Akkem. Dolina Multińska jest objęta ochroną rezerwatową. Aby do niej wejść należy kupić bilety w dyrekcji rezerwatu w Ust Koksie (cena: ok. 20zł za wielodniowy pobyt). Szlak jest przedeptany, przygotowane są miejsca pod namiot w najładniejszych punktach doliny. W górnej partii przejście jest trudne ze względu na małą ilość turystów (praktycznie brak ścieżki). Dolina Kuczerlińska, do której wychodzi się z Tiunguru nie jest objęta żadną ochroną, dzięki czemu nie trzeba płacić za wstęp. Ścieżka jest w dobrym stanie do samego jeziora Kuczerlińskiego (przepiękny seledynowy kolor!). W odległości 8-10 godzin marszu od Tiunguru jest ulokowany domek drewniany, w którym można się przenocować za darmo na deskach. Mniej więcej w połowie drogi do jeziora Kuczerlińskiego odbija na wschód ścieżka do doliny Akkemskiej, przez przełęcz Karatiurek (ałtajski: Czarne serce). Przełęcz ta jest bezdyskusyjnie godna polecenia wszystkim zainteresowanym dobrym widokiem na Biełuchę. Położona jest na wysokości 3100m npm. Otwiera się z niej przepiękny widok w kierunku południowym na najwyższy szczyt Ałtaju.

Jezioro duchów oraz opowieści szamanów...

W tym miejscu kończy się siła ludzkiego rozumu. Podporządkowując się usilnemu wierzeniu i sile „tabu” Ałtajowie zawracają, gdyż ponad nimi odbija w swej tafli promienie słońca jezioro, zwane przez wszystkich Jeziorem Duchów. Miejsce spoczynku złych dusz, zuchwalców, którzy naruszyli szamańskie tabu. Biełucha jest to miejsce spoczynku dobrych dusz, które słuchając praw przodków zachowali czystość. Pod żadnym pozorem nie wolno Ałtajom wchodzić w pobliże góry. Sprawiłoby to że ich zepsuta dusza po śmierci uwięziona zostałaby w przeklętym jeziorze.

Turystyka w Ałtaju...

Piękno i różnorodność krajobrazowa gór Ałtaju przyciąga miłośników przyrody. Z każdym rokiem w góry Ałtaju przyjeżdżają coraz większe rzesze rosyjskich turystów. Przyjeżdżają tam głównie na własną rękę, prywatnymi samochodami z pobliskich miast jak: Novosibirsk, Barnaul, Omsk, czy Kemerovo. Niektórzy podróżują przez Rosję także autostopem. Z dalszych miast i europejskiej części Rosji turyści przyjeżdżają pociągami, a później podróżują publicznym transportem.

Najlepiej rozwinięta baza turystyczna znajduje się w północnej części gór, nad Jez. Teleckim i w środkowym biegu rzeki Katuń. Są tam pola namiotowe, można wynająć domek kempingowy, dla spragnionych większych luksusów znajdą się także prywatne kwatery. Gorzej jest u stóp Pasma Katuńskiego. Są tutaj nieliczne Turbazy, poza nimi człowiek jest tutaj raczej zdany jedynie na własny namiot, oraz zaradność. My w Tiungurze spaliśmy u gospodarza w ogrodzie pod namiotem. Podstawową zaletą takiego rozwiązania był fakt iż dostaliśmy świeże mleko i chleb za darmo.

Jeśli chodzi o doliny Kuczerlińską i Multińską to można tam spotkać turystów w ilości średnio kilka osób na godzinę (coś jak na mniej popularnych szlakach Bieszczadów). Są to przeważnie Rosjanie. Zawsze pytają: z kakowo gorada wy prijechali. Fakt, że przyjechaliśmy z Polski spotykał się zawsze z wielkim zdziwieniem. O eto daljeko!. Ludzie na szlakach bardzo sympatyczni. Chodzą także dzieci. Oczywiście nie ma tam oznakowania ścieżek, ale trudno jest się zgubić idąc wzdłuż rzeki w górę. Jeśli są jakieś problemy z orientacją to zawsze można jeszcze liczyć na innych ludzi, których potencjalnie możemy spotkać i zapytać o drogę. Szlaki są wydeptane do odległości około 3-4 dni od najbliższej osady. Wyżej jest już gorzej, albo nawet źle. Przełęcze w grani głównej pasma Katuńskiego są bardzo strome i niewielu decyduje się na ich przekraczanie. Lepiej mieć przy sobie liny i chociażby raki na bardziej zaśnieżone miejsca.

Rosja szokuje łącząc ze sobą smutek i fantazję, szorstkość i ciepło, skrytość i otwartość sprawiając iż podróż przez ten kraj jest niezapomnianym przeżyciem.